Taka maniunia byłam

To niesamowite, jak to nasze futro szybko rośnie!

Schronisko w Jastrzębiu-Zdroju

Znajdź nas na Facebooku. Cudowne psy czekają na dom!

Znajdź nas na Facebooku

Pełną gelerię fotek i aktualne aktualności znajdziecie na Facebooku!

Stowarzyszenie Boksery Niczyje

Zapraszamy do Naszych Przyjaciół - pomogli Olimpowi, Zarze, Tysonowi.

Bullterrier Tyson szuka domu

Najlepszy dom poszukiwany :).

2015-10-26

Co robimy, jak Nas nie ma?


Przeprowadzamy się na przykład...

Mało Nas tu, oj mało ostatnimi czasy. Na fejsbuniu trochę więcej, ale też niewiele.
Głównym sprawcą zamieszania była przeprowadzka, przygotowania do przeprowadzki, ciągnący się remont, zmiany w życiu zawodowym i takie tam różne inne.
Oczywiście w międzyczasie coś tam robiliśmy, pojawialiśmy się tu i tam - co jeszcze bardziej rzutowało na ciągnący się remont ;)

No ale może zacznijmy od najbardziej aktualnych newsów.
Od pierwszego października jesteśmy już stałymi mieszkańcami województwa opolskiego - konkretnie Kędzierzyna-Koźla. Jest tu zupełnie inaczej, niż w czeskiej Ostravie, czy rodzinnym Jastrzębiu. Głównie z powodu bardzo wąskiego jeszcze grona znajomych, dużo większej odległości od rodziny i nieznajomości spacerowych okolic. Ale powolutku się ogarniamy :) Mamy pod nosem świetny gabinet weterynaryjny, spory las do biegania i spacerów w tygodniu, na wypaśne spacery na polach dojazd w 10 minut.

Głównym atutem mieszkania razem jest brak konieczności weekendowego dojeżdżania :)
Ale widzimy już też pozytywny wpływ na psiaki - głównie Zarę. Większa stabilizacja, większe mieszkanie (psiaki mają do dyspozycji swój pokój), zrównoważony Taurus bardzo dobrze wpływają na Zarę, Sensi i ich wspólne relacje. Poprawiło się do tego stopnia, że cała trójka zostaje sama na 8-9 godzin pracy bez zamykania dziewczyn w klatach. I jeszcze nikt nikogo nie poturbował ;)
Dziewczyny bardzo często sypiają razem w jednej klatce. Zara coraz pewniej zachowuje się w obecności Taurusa. Zaczęła go nawet od czasu do czasu zaczepiać do zabawy. Taurus przy tych dwóch wariatkach jest bardziej żwawy ;) i ma motywację do większej aktywności niż jedzenie i spanie - co w jego wieku akurat bardzo pomaga.

Integracyjne, poranne pieszczochy i czyszczenie uszu :)

Ostatnio cieszyliśmy się na spacerze, jak dzieci z powodu głupawki Zary :D
To była tak naprawdę pierwsza porządna głupawka Zary na spacerze - bez spiny, bez reprymend Taurusa, z naszym udziałem. Zara często gania z Sensi, ale trzeba je stopować - Zara za bardzo się nakręca i frustruje nie mogąc dogonić Sensi. Sfrustrowana Zara za bardzo używa wtedy zębów, próbując zatrzymać Sensi a wtedy często wkracza Taurus, żeby przywołać ją do porządku.
Tym razem Zara świrowała sama i kontynuowała kręcenie kółeczek kiedy dołączyliśmy do zabawy (zazwyczaj wtedy przestawała), Taurus ją totalnie zignorował (a to oznacza, że Zara wyluzowała i nie wysyłała niepokojących sygnałów). Fajnie się to obserwowało, a uśmialiśmy się przy tym nieźle. Tym bardziej, że zaraz po niej głupieć zaczął Taurus :D Wyobraźcie sobie teraz ośmioletniego, 80kg doga niemieckiego w trakcie "godziny świni" - komedia :D Dobrze, że w domu mu tak nie odbija ;)

Ale do rzeczy...
Poza przeprowadzką to czasem biegamy...

albo na kędzierzyńskim Parkrun


FotoFast

FotoFast

albo tak sobie po lesie


albo po kłodnickich polach w babskim towarzystwie






Jak nie biegamy, to odwiedzamy znajomych...
Którzy bardzo chętnie sprawdzą zasadność zakupu Skody ;)
I po spotkaniu z którymi konieczna jest kąpiel :)

Alwin (w bagażniku) i Dream testują :)

Szybka drzemka Alwina

Chłopaki potrafią być bardzo "wylewne"

Po drodze zaliczyliśmy również Tyski Dogtrekking - tak bardzo na spokojnie :)





A jak się nie przeprowadzamy, biegamy, spacerujemy itd. to leżymy kołami do góry lub śpimy :D
Taurus w roli głównej!



Nie ma to jak popołudniowa drzemka :)
Posted by Paweł Skrzypiec on 5 październik 2015




Pozdrawiamy serdecznie ;)

2015-08-21

Testing

Wsysło nas na trochę...

I zapewne jeszcze chwilę tak będzie - chociaż cicho się łudzę, że w całym tym zamieszaniu znajdę jednak czas na bloga :) Pojawiamy się częściej na Fajsbuniu i tam zapraszamy Was serdecznie. Przyczyna jest bardzo prosta - tam jest łatwiej i szybciej notki umieścić.

Co u Nas?
Ano, sporo zmian, ale to w innym poście :)

Dziś na tapecie będzie testowanie :)

Jakiś czas temu na FB informowaliśmy o zakupie pasa do biegania z psem :) Biedronkowy wypas ;)
Dziś Wam trochę o nim napiszemy. Napiszemy Wam również, co myślimy o produkcie, który otrzymaliśmy do testowania od sklepu internetowego naszezoo.pl

A więc po kolei :)

Pas z Biedronki wygląda tak:

No i powiem Wam, że szału nie ma :) Ale zasadniczo tego się spodziewaliśmy. Na zakup Pańcia skusiła się tylko w ramach sprawdzenia, jak na amortyzowaną smycz i taki wynalazek zareagują psy :) Bo w dalszym ciągu nie potrafimy się zdecydować na jakiś porządny model pasa i smyczy. Za duży wybór jest chyba :D

Na dzień dobry ściągnęłam tą dużą saszetkę, zaraz potem to drugie odblaskowe "niewiemcoto". Została tylko kieszonka na telefon. Wszystkie inne, zbędne przy bieganiu bajery, poszły w odstawkę. Pas wykonany jest z grubej gumy, co już na dzień dobry zniechęca. No ok, jest on może uniwersalny pod względem rozmiarówki, ale nijak się to ma do bezpieczeństwa i wygody. Wiecznie się rozciąga, przesuwa góra-dół i takie tam historie. Karabińczyk do podpięcia smyczy jest solidny i porządny. Niestety już gorzej z taśmą, na której jest przymocowany. Pomijam już ciągłe "brzęczenie" podczas biegu. Ale najbardziej wkurzające (ocena totalnie subiektywna) było nieustające przesuwanie się karabińczyka i torebki po pasie. Wszystkie te akcesoria są luźno nasunięte na pas i podczas ruchu przemieszczają się w sobie tylko znanym kierunku. No chyba, że podążają zgodnie z przemieszczaniem się psa na lewo i prawo ;)



Podsumowując... U nas się nie bardzo sprawdza. Wynika to głównie z temperamentu obu psów. Chociaż na samą smycz nie mogę powiedzieć złego słowa, to jednak przy zapędach Sensi i Zary bywały momenty, że bałam się zerwania smyczy.

Mieszane mamy odczucia. Bo o ile nie mogę z czystym sumieniem polecić, to nie mogę również całkiem skreślić. Mimo wszystko, z braku laku, zdarza się jeszcze używać tego sprzętu. Częściej z Sensi, bo ją łatwiej opanować. Bieganie z tym pasem jest męczące, ale na spokojniejsze spacery ewentualnie się nadaje. Myślę, że dla właścicieli niedużych, spokojnych psów, na wyprawy w las lub góry, gdzie psiak powinien być na smyczy - powinno być ok. Ale zasadniczo nic poza tym.

Macie jakieś doświadczenia z biedronkowym psim sprzętem? Tym, bądź innym? Chętnie poczytamy inne opinie :)

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Zanim pokażemy Wam, co testowaliśmy, to tytułem wstępu małe wyjaśnienie :)

Propozycji współpracy/sponsorowanych publikacji itp. mieliśmy już kilka. Zawsze rozważamy za i przeciw i jakoś nie potrafimy przekonać się do faktu sponsorowanych artykułów, umieszczania reklam i linków na stronie bloga. Osobiście nie przepadamy za tego typu marketingiem.

Skusiliśmy się jednak po raz pierwszy na propozycję testowania w ramach Akcji Testowania Produktów od naszezoo.pl i już Wam tłumaczymy dlaczego...

Po pierwsze uno - Skontaktowała się z nami osobiście Pani Magda. Dostaliśmy przemiłego maila, spersonalizowanego, gdzie wymienione były imiona psiaków. I być może to taki chwyt,a być może faktycznie od dłuższego czasu śledzą bloga - nie będę dochodzić ;) Jest nam jednak niezmiernie miło, że ktoś wszedł na bloga, przejrzał go, usiadł na dłuższą chwilę do maila i postanowił się zwrócić do nas imiennie. Zazwyczaj dostajemy informacje w stylu : "jesteśmy megahipersuper firmą od reklamy i proponujemy współpracę... linki, publikacje podesłanych artykułów, możliwość testowania za wystawienie opinii... bo blog ma oglądalność... proszę się zdeklarować".

Po drugie uno - Zostaliśmy ZAPROSZENI do testowania. Nie oczekiwano od nas super recenzji, nie proszono o zamieszenie odnośnika na blogu, linków w artykule.

Po trzecie - to był prezent-niespodzianka. Nie wiedzieliśmy, co będziemy testować do momentu otworzenia paczki :) Obiecano nam jedynie, że prezent będzie wybrany pod kątem psich testerów :)

Przyznam, że z niecierpliwością czekaliśmy na paczkę.
I kolejne miłe zaskoczenie :) Koperta, ręcznie podpisana, z ciepłym listem w środku - no komuś się chciało, a to się ceni - przynajmniej u nas ;)

Mało tego... list jest do Sensi, nie do Pańci ;)


I reszta paczki - chyba ta ważniejsza ;) Gryzak Denta Fun od Trixie, który w naszezoo.pl możecie znaleźć pod tym linkiem.


No więc testujemy od jakichś 2 tygodni dość intensywnie :) Przesyłkę mieliśmy trochę wcześniej, ale z lekkim opóźnieniem wpadła w psie zęby. Pierwsza myśl - wybrali idealnie ;) Sznurek - czyli coś, co dziewczyny uwielbiają. Do tej pory sznurek wzbudza więcej emocji u dziewczyn, niż sam gumowy gryzak na końcu :) Musielibyście widzieć minę Sensi, kiedy pierwszy raz dziabnęła gumę ;) Takiego "włochatego" gryzka jeszcze nie miała w paszczy.

Gryzak jeszcze "żyje", co dobrze świadczy o jakości wykonania. Memłany jest przez dwa amstaffy i doga niemieckiego, więc chyba nie jest źle :) Taurus (dog) upodobał sobie właśnie gumowy gryzak i przynajmniej raz dziennie urządza sobie czyszczenie zębów :)

Pierwsze wrażenia? Kupiłabym :) Można memłać, przeciągać się, uciekać. Póki co jeszcze w całości, lekko zmechacony sznurek, guma się trzyma. Cała trójca ma zabawę. Długość odpowiednia, ani duży ani mały. Myślę, że przy najbliższej wyprawie nad wodę weźmiemy Denta Fun ze sobą jako aport. Ciekawe, czy się sprawdzi?! ;)
Nie testowaliśmy jeszcze na dworze z jednego powodu - jest jeszcze taki ładny i kolorowy :D Ale to kwestia czasu i wtedy będzie okazja sprawdzić również, jak wytrzyma czyszczenie :)

Dziękujemy Pani Magdzie i naszezoo.pl za super kontakt i prezent :)

A Wy piszcie w komentarzach Wasze wrażenia z zabawy z Trixie Denta Fun :)
A może macie swoje, sprawdzone, pancerne gryzaki?

Pozdrawiamy :)

2015-06-05

Refleksja o Zarze

Tak mi się dziś wzięło na refleksję, bo patrzę na tą Zary mordę i w sumie nie rozumiem, czemu jej nikt nie chce...

Je to to (Zara) wszystko. 
Dziś np zielonego ogórka, bo jak w kuchni kroją, to trzeba brać. Sensi vel królewskie podniebienie zielonym ogórkiem gardzi. Wymemłała i wypluła, to Zara posprząta - marnować się przecież nie będzie. Z karmą specjalnie wymyślać nie trzeba przy Zarze - przy Sensi już gorzej. Na nic uczulona nie jest (odwrotnie do Sensi).

Ok, trzeba czasem uważać z tym Zary apetytem, co nam się psina nie opcha za bardzo... Np wtedy, jak wpadnie na genialny pomysł, żeby wygryźć dziurę w worku z karmą, kiedy pańcia z drugim psem na szybkie siku wyszła (dosłownie 10min). Znaczy, nie żeby Zara była niezadowolona albo chora z tego powodu - po południu normalnie w kuchni na miskę czeka z cieknącymi strużkami śliny. Bo przecież śniadanie było tak dawno temu!
Dla zainteresowanych - zawartość worka z karmą wydostawała się jeszcze kilka dni (łącznie oczywiście z samym workiem, bo przecież nie było czasu strzępków z karmy wybierać). W międzyczasie wyglądała jak tucznik i siłą rzeczy mniejsze porcje karmy przydzielane były - ooo i to jest tragedia ;)

Pokarmowe alergie się jej nie trzymają, inne również.
Kąpać się w bajorach może bez problemu, taplać w każdej kałuży, biegać w trawie - i nic. Trochę to dla mnie dziwne po doświadczeniach z Sensi, która aktualnie znów cały brzuch w krosty po kąpieli ostatniej na świeżym powietrzu.



W domu, to Zary prawie nie widać.
Tu czuje się najlepiej i najbezpieczniej. Chociaż każdy hałas w kuchni (np spadnie garnek itp) powoduje u niej strach i najczęściej zwiewa z podkulonym ogonem i głową przy podłodze do klaty. Zazwyczaj wtedy nie reaguję i czekam, aż jej cykor przejdzie i sama wróci.
Lubi swoją klatkę, a jeszcze bardziej lubi łazić za mną krok w krok i siedzieć wiecznie przy mnie wypraszając łapą o drapanie (i weź nie podrap, jak się takie cielęce oczy gapią z tym jej przodozgryzem o_O ). Odesłana na miejsce, idzie tam bez problemu (chyba, że aktualnie gotujesz, to odsyłać musisz tak z 10 razy, bo co 2 min przychodzi sprawdzić, czy aby na pewno tam jesteś i czy aby na pewno dalej nie chcesz czymś jej poczęstować).
Jest ogólnie spokojna i niekłopotliwa kiedy ktoś jest w domu. No chyba, że zostaje sama, to potrafi zrobić koncert i reaguje na każdy dziwny odgłos. Ale to od dnia zależy, a też w klatce kennelowej szybko się wycisza i czuje bezpiecznie. W każdym razie póki co sąsiedzi się nie skarżą na całodzienne ujadanie. U nas sprawę rozwiązuje też obecność drugiego psa, a nawet suki. Tak, Zara jest w stanie dogadać się z innymi psami jeśli wie się, jak ją do stada wprowadzić.

Zara bawi się z drugą suką. Serio, serio...
Chociaż wydaje mi się, że musi to być dla niej nowość. Zabawa, nie drugi pies. Często trzeba ją hamować, bo za bardzo się nakręca i zabawa zaczyna przypominać grubą przepychankę - i kilka razy skończyła się ostrzejszym starciem (bo Sensi też nie da sobie w kaszę dmuchać). Wtedy obie zazwyczaj odsyłane do swoich klat na uspokojenie. Po 15 min włazi jedna do drugiej i razem śpią, pocieszając się zapewne, bo je ta wredna matka opierdzieliła po równo.
Zara nie bardzo kuma co się robi z patykiem, czy piłką albo szarpakiem. Pewnie, że goni i łapie ale w domu znosi wszystko do klaty, jak łup. Na dworze bawić się za bardzo nie chce - chya, że w przepychanki z Sensi.



Zara jest psem zdrowym!
Łapy Zary są już naprawione. I bardzo dobrze się goją. Coraz więcej się ruszamy i biegamy. Jest pełna energii i coraz bardziej chętna do psot. Bieganie na krótszych dystansach sprawia jej chyba frajdę. Szczególnie biegi po lesie, gdzie nie rozprasza jej tyle rzeczy, co na osiedlu. Po takim bieganiu psa nie ma przez pół dnia - śpi i wstaje tylko na jedzenie.

Gdzie więc tkwi problem?!

Czy Zara jest psem trudnym?
Owszem. Bywa. Problemem są głównie spacery i jej reakcje na obcych ludzi i psy. Osoby już poznane wcześniej wita merdaniem ogona (nawet widząc je po pół roku przerwy).
Zara ewidentnie była bita i zastraszana. To, jak czasem reaguje na niektóre sytuacje jest tak smutne, że nie da się tego opisać. Czasem zdarza jej się coś poszatkować albo wytachać reklamówkę z plastikowymi odpadkami z kuchni (jak akurat wyjdziemy na spacer). Kiedy pokaże jej się, co narobiła i podniesie lekko głos, to potrafi posikać się ze strachu - częściej, jeśli upominana jest przez Pańcia niż Pańcię. Zakładamy, że krzywdę musiał robić jej mężczyzna.

Wszystkie te zachowania są do skorygowania i jest to opinie nie tylko nasza, ale dwóch behawiorystów, którzy mieli z Zarą do czynienia. Poprawę już widać, bo wróciliśmy do ćwiczenia i normalnych spacerów po operacji. Uczymy ją prawidłowych reakcji na bodźce zewnętrzne. Długa droga jeszcze przed nami, ale efekty są.
Idealnie byłoby, gdyby Zara mogła uczyć się ze swoim nowym, stałym opiekunem i w zaciszu swojego nowego domu. Domu stabilnego i konsekwentnego, gdzie nie musiałaby się dzielić uwagą właścicieli z innym psem.

Marzy mi się dla Zary najlepszy na świecie dom. Dom lepszy niż ma u Nas. Chociaż ciężko się będzie pożegnać. Ale jest, jak jest. Zara została wzięta przez na tymczasowo i niestety na dzień dzisiejszy swojej decyzji zmienić nie możemy.





2015-04-21

Puchar Polski w Dogtrekkingu - Lubliniec 11.04.2015

Cześć i czołem!

Tak, tak... Nie przewidziało Wam się :) Ruszyliśmy (całkiem spontanicznie) zadki i w końcu dotarliśmy na nasz pierwszy dogtrekking. Padło na Puchar Polski, bo i w miarę blisko i trasa MINI wydawała się rozsądna, jak na pierwszy start.

Startowałam ja (Pańcia) + Sensi + kolega Marek (doświadczony w biegach bez futra). Zara, ze względu na zrastające się jeszcze kości, musiała zostać w domu. Taurus też już przeszedł na emeryturę ze względu na wiek i już go po trasach bardziej wyczerpujących Pańcio ciągać nie chce. Huh, Pańcio swoją drogą też o formę nie powalczył odpowiednio wcześnie i tą razą tylko kibicował - ale obiecał się poprawić i wystartować już w prawdziwym rodzinnym składzie przy następnej okazji.

Bawiliśmy się świetnie!
Sensi przed startem zachowywała się jak oszołom. Zbyt dużo ludzi i psów, do których niestety nie mogła swobodnie podchodzić. No więc, jak to ma w zwyczaju na smyczy agresorka jej się włączała od czasu do czasu. Ku naszemu zdziwieniu jej zachowanie diametralnie się zmieniło w momencie wymarszu. Przestały ją interesować psy, po prostu parła do przodu byle być pierwszą ;) Kierunek "na przód" i pięknie, między psami i ludźmi (tymi spokojnymi i tymi spokojnymi inaczej), Sensi dreptała wzorowo.

Sama trasa bardzo przyjemna - w lesie, płasko i miękko. Mnóstwo miejsc, gdzie psiak mógł siorbnąć trochę wody i schłodzić podwozie. Lublinieckie lasy są po prostu przepiękne i już w trakcie biegu postanowiliśmy wrócić w te rejony na spokojny spacer.

Pańcia jest dumna i z siebie i z psiury :D Udało się przebyć trasę bez dłuższych przerw, prawie całą truchtając. No i co najważniejsze nie zaginęliśmy w akcji - pomyliliśmy się tylko raz, ale szybko rozgryźliśmy temat i udało się szybko wrócić na prawidłową ścieżkę - nadrobiliśmy jeden dodatkowy kilometr.
Wiemy już, że to nad formą Sensi (nie Pańci o_O) musimy popracować :) Końcówka już była truchcikiem i na spokojnie, bo się księżniczce nie chciało szybciej. Ale nie poganialiśmy dziewczyny zbytnio, żeby się nie zniechęciła :)

Na trasie spotkaliśmy Fotosumkę ;) i ślicznie dziękujemy za fotki.
Pełną relację z biegu możecie znaleźć u Fotosumki w albumie na FB : klik!

Photo by Fotosumka

Photo by Fotosumka

Photo by Fotosumka

Photo by Fotosumka

PODSUMOWANIE:

Dystans: MINI : 16km + 1 nadrobiony
Kategoria: Rodzina/drużyna
Czas: 2g: 16m: 49s
Lokata: 12 miejsce w klasyfikacji ogólnej, 3 jako drużyna (nieoficjalnie - bo na dystansie MINI nie było kategorii)

Ilość uczestników na MINI: 74 (kobiety, mężczyźni, drużyna/rodzina)
Najlepszy czas: 1g: 33m: 31s by Maciej & Bolt

Trochę naszych fotek z finiszu.




Photo by Merrell
Dyplomu Wam nie pokażemy, bo nie czekaliśmy do końca imprezy i rozdania nagród - obowiązki wzywały.

Czekamy jeszcze na fotki z aparatu Marka. Wszystkie fotki możecie obejrzeć na naszym profilu FB : Sensi The Amstuff

Chcemy jeszcze raz! :D


2015-03-03

Foto-story ;)

Cześć!

Dziś bez zbędnej pisaniny ;)
Walentynkowy spacer tylko we dwoje ;) Zara była akurat na randce u weta i czekała na operację kolan.

Sensi i Taurus ;)













2015-02-26

Zarwane więzadła krzyżowe - TTA Rapid

Cześć i czołem!

Dzisiaj tematy zdrowotne.

Jak większość z Was wie, mamy u siebie tymczasowiczkę o imieniu Zara. Zarze popsuły się kolana i konieczna była operacja. Po licznych apelach udało się zebrać kosmiczną sumę na operację metodą TTA Rapid. I o tym będzie dzisiejszy post :)

Ale pokrótce od początku...
Zara odkąd pamiętam miała problemy z prawą łapą. Niby wszystko ok, ale po wysiłku widać było, że łapa boli. Sygnalizowaliśmy to kilkukrotnie u kilku lekarzy weterynarii ale dopiero w grudniu 2014 roku Zara została poprawnie zdiagnozowana. Niestety diagnoza obejmowała już obie łapy - zerwane więzadła krzyżowe przednie w obu kolanach. Leczenie? Operacja.

Na temat objawów pisałam już wcześniej w poście Kolana do wymiany! Więc jeśli macie ochotę to tam Was odsyłam. Znajdziecie tam również linki do stron z informacjami i filmikami.

Zara jest już po operacji metoda TTA Rapid.
W tym miejscu nie mogę nie wspomnieć o ludziach, bez których nic by z tego nie było.

Wielkie podziękowania przede wszystkim za chęć współpracy i pomocy pomiędzy dwoma organizacjami - Stowarzyszeniem Boksery Niczyje i Stowarzyszeniem na Rzecz Zwierząt Koty psy i My.

Z całego serca osobiście i w imieniu Zary dziękuję wszystkim osobom, które pomogły finansowo - bez Was to by się nie udało! To dzięki Wam Zara może chodzić normalnie w tak krótkim czasie! Szczególne podziękowania dla osoby, która anonimowo wpłaciła kwotę, która pokryła koszty operacji jednego kolana w całości - bez tej wpłaty nie bylibyśmy w stanie operować obu łap.

Za zaangażowanie i przeprowadzenie zabiegu ukłon należy się lek.wet. Rafałowi Korcie i ekipie lecznicy ARWET z Wieliczki. Wspaniali ludzie, świetny kontakt i podejście do zwierząt, pełna profeska ;) Polecamy z łapą na sercu i jeszcze raz dziękujemy!

Jak wszystko wygląda w praktyce?
No operacja operacją - cięli, piłowali, wkładali implanty i pozszywali. Tyle wiem w temacie ;)
Na poniższym filmiku możecie zobaczyć na czym polega operacja:


Zara operowane miała oba kolana na raz w dniu 16.02.2015 i już dobę po zabiegu była w stanie sama wyjść na spacer.


Ze względu na jej bezpieczeństwo (ryzyko powikłań przy jej wyskokach do psów) uznaliśmy, że bezpieczniej będzie zostawić ją na kilka dni w lecznicy. Dziewczyna szybko dogadała się z załogą lecznicy i nie było większych problemów. Pozwoliła na wykonywanie wszelkich zabiegów po operacji i dzielnie wcinała piguły. Do tej pory nie interesuje się szwami, więc nawet nie trzeba było zakładać kołnierza.

Po czterech dniach od operacji Zara śmiagała tak:


Od soboty 21szego lutego Zara jest już u nas. Wszystko ładnie się goi i zasadniczo to wszyscy - łącznie z wetem - jesteśmy w szoku, jak szybko dziewczyna wraca do siebie. Kiedy odbieraliśmy Zarę z lecznicy otrzymaliśmy informację, że ona zachowuje się i chodzi tak, jakby była co najmniej 3 tygodnie po operacji, a nie 5 dni. Oczywiście tak, czy inaczej zachowujemy wszelkie środki ostrożności i normalne procedury po zabiegu. Zara może czuje się świetnie, ale kości muszą się nadbudować, a na to potrzeba czasu. W każdym razie odstawiliśmy leki przeciwbólowe, bo Zara ich najzwyczajniej nie potrzebuje. Poza tym w ten sposób zmuszamy ją do ostrożniejszego chodzenia. Na proszkach gadzina szalała, jakby jej nigdy nikt kości nie piłował ;)

W dniu wczorajszym zaliczyłyśmy pierwszy spacer na około bloku. Skończyliśmy również antybiotyk. Zostaje więc podawanie Ossopanu i przemywanie ran Octaniseptem. W sobotę jedziemy ściągnąć szwy. No i powolutku możemy wracać do krótkich spacerów - max. 10-15 minut spokojnego łażenia. Całość rekonwalescencji powinna zakończyć się w 5-6 tygodniu od zabiegu i wtedy wykonamy kontrolne rtg. Na tym etapie Zara powinna już normalnie biegać i być w pełni sprawna.
Jedynym niepokojącym mnie objawem było "klikanie" w kolanach. Spanikowana skontaktowałam się z Panem Rafałem i otrzymałam wyjaśnienie, że w przypadku tego zabiegu jest to normalne i nie wpływa na poruszanie się. Klikanie powinno stopniowo zanikać w okresie rekonwalescencji.

Jakie są moje odczucia?
Ja jestem zachwycona! Każde działanie, które zmniejsza cierpienie psa jest słuszne! Owszem, operacja kosztuje majątek - moje zdezelowane auto warte jest mniej, niż łapy Zary w tej chwili. Jednak korzyści, jakie daje ta metoda są niesamowite:

  • pies od razu po zabiegu porusza się samodzielnie (Zara po 5ciu dniach bez problemu śmigała na 1sze piętro po schodach), 
  • rekonwalescencja w 2 miesiące, 
  • jeśli nie ma powikłań to rehabilitacja nie jest konieczna,
  • pies wraca właściwie do 100% sprawności,
  • praktycznie nie ma ryzyka odnowienia kontuzji, co często zdarza się przy metodach standardowych.

Dla nas najważniejsze było postawić Zarę na nogi w jak najkrótszym czasie. Prawda jest taka, że z każdym dniem rehabilitacji Zara traciłaby szansę na nowy dom. Przy standardowej metodzie byłaby uziemiona na ok 8 miesięcy. Nie ma mowy o nadmiernym wysiłku, powrocie na szkolenie. Dopiero po ok. 3-4 miesiącach od operacji jednej łapy moglibyśmy zacząć myśleć o drugiej.

Będziemy informować o postępach :)

2015-01-26

Podwójna nominacja Liebster Blog Award

Cześć i czołem :)

Zazwyczaj udziału w tego typu akcjach nie bierzemy, bo często kończy sie na tym, że nominacje przyznawane są w kółko dla tych samych blogów itp. Tym razem jednak spróbujemy podjąc wyzwanie :) Głównie dlatego, że w jednym tygoniu dostaliśmy dwa wyróżnienia.
Jedno od Mam Wilczaka i muszę z tym żyć, drugie od Głuchy Pies.

Dziękujemy bardzo, że nadal zaglądacie na bloga. Co jest dla nas miłym zaskoczeniem, biorąc pod uwagę częstotliwość postów i nasze udzielanie się w blogosferze.


Liebster Blog Award?



'Nominacja przyznawana jest od blogera dla blogera. To takie uznanie za trud i poświecenie włożone w pracę nad blogiem. Akcja ma niemieckie korzenie a słowo „liebster” w tym języku oznacza: ukochany, kochaniutki, drogi, miły, mile widziany, ulubiony a nawet luby ;). Forma podobna jest do internetowego łańcuszka – jego kontynuacja zależy od nominowanego.
Korzyści? Bardziej widoczny blog w sieci. Niektórzy twierdzą też, że to takie miłe powitanie w blogosferze od innych blogerów. Trzeba włożyć trochę pracy w odpowiedź na nominację, ale czyż nie warto, skoro ktoś nas wypatrzył i docenił? 

Zasady Liebster Blog Award:

1) Umieść podziękowania dla blogera, który Cię nominował wraz z linkiem do jego bloga 
2) Możesz ozdobić swojego bloga logiem Liebster Blog Award 
3) Odpowiedz na 11 zadanych Ci pytań
4) Wymyśl własne 11 pytań dla następnych nominowanych
5) Nominuj 11 kolejnych blogów, którzy mają mniej niż 3000 fanów 

Dobrej zabawy!'

A teraz część kreatywna, czyli odpowiedzi na pytania :) Mamy dwa zestawy, więc czeka nas trochę roboty :D

Pytanie Wilczakowe:

1. Jak w Twoim życiu zagościły psy?

  • Zwierzolubna byłam od zawsze. Psy i konie to była moja zajawka za młodu. Pierwszy psiak został "zorganizowany" przez mamę za czasów podstawówki. Decyzja o swoich własnych czterech łapach zapadła, kiedy pozwoliły na to finanse i warunki.

2. Skąd wybór rasy/konkretnego psa?

  • Miał być Wilczak Czechosłowacki :) Ale ze względu na gabaryty i specyfikę rasy niestety odpadł. Bulle były kolejne na liście :) Mniejsze, aktywne w sam raz, z krótka sierścią... Miał być psiak, który jest kompaktowy i dotrzyma kroku przy bieganiu, rowerze, rolkach, ale też chętnie przyklei dupkę i pośpi w bardziej leniwy dzień.

3. Jak lubicie spędzać czas z psem?

  • Aktywnie. Zasadniczo staramy się zabierać psiaki z nami przy każdej okazji (co przy trójce bywa aktualnie dość trudne logistycznie). 

4. Ile czasu trwają Wasze spacery i jak je urozmaicacie?

  • Bardzo różnie. W tygodniu są to zazwyczaj 3 spacery dziennie (2 krótkie + 1 dłuższy). Zimową porą często wkrada się leń niestety ;-/ Ale kiedy tylko pogoda dopisuje i jest więcej czasu, to nadrabiamy w weekendy braki z tygodnia. Pakujemy ekipe i jedziemy gdzies w odludne miejsce, puszczamy sforę i zazwyczaj kończy się na zabawie w berka ;) Plusem jest to, że jak człowieki już nie dają rady, to psiaki świetnie radzą sobie same. 

5. Jak chodzi o zmęczenie psa preferujecie wysiłek fizyczny czy umysłowy?

  • Jedno i drugie. Świetnie się uzupełniają. Jest pogoda, jest wysiłek fizyczny. Jest buro, zimno i ciemno - wysiłek dla makówki sprawdza się idealnie :D

6. Spędzacie wakacje/ferie wspólnie z psem czy zostawiacie futrzaki pod czyjąś opieką?

  • Jeśli tylko można zabrać czworonogi ze sobą, to je zabieramy. Bywa różnie, ale głównie z psiakami.

7. Co skłoniło Cię do prowadzenia bloga/fanpage o zwierzaku?

  • Cała masa fotek, które składowane były na dysku a którymi nie chcielismy zarzucać wszystkich swoich znajomych (osoby ciekawe Sensi, naszych przygód itd. odsyłałam do bloga). Niewiele informacji na temat codziennych rozterek posiadania Amstaffa. Chęć pokazania tej rasy z nieco innej perspektywy. Poza tym zawsze lubiałam pisać

8. Jaka była najbardziej mrożąca krew w żyłach historia z udziałem Twojego psa?

  • Nie było chyba jakichś mega historii. Jedyna akcja, która przychodzi mi do głowy to sytuacja w Bieszczadach, gdzie Sensi puściła się w pogoń za kotem i chyba tylko cudem uniknęła potrącenia przez samochód. 

9. Co najbardziej kochasz w swoim psiaku?

  • Sensi jest chyba najbardziej upartym i upierdliwym psem na świecie. Okropną indywidualistką, która komendy wykonuje tylko kiedy ma ochotę. Jest potwornie inteligentna i cwana, ale kiedy źle się czuję lub jestem smutna przyłazi z tym swoim głupkowatym wyrazem pyska i stojącymi ucholami, jakby chciała zapytać "Te stara, ktoś Ci gryzaka zabrał, że masz taką minę?!", kładzie mordę na kolanach i się gapi. Albo przytacha wymemłany szarpak i chcesz, czy nie chcesz i tak zaczniesz się wygłupiać z tą wariatką ;)

10. Twoje największe psie marzenie?

  • W zasadzie już się spełniło :) Mieć swoje stadko, czyli min. 3 psiaki. Miało być zupełnie inaczej, za jakis czas, na swoim M a najlepiej we własnym domu z ogródkiem. Życie jednak chciało inaczej. Mam swoje stadko, ale na zupełnie innych warunkach ;) Jest Sensi, Zara - która miała być tylko na chwilę, a jakoś się zasiedziała i Taurus - który pojawił się wraz ze swoim Panem zupełnie niespodziewanie :)

11. Czy Twój pies spełnił Twoje oczekiwania?

  • A to jest pytanie za sto punktów... hahahaha... Chyba nie spełnił :) Miał być ułożony, posłuszny, wpatrzony we mnie jak w obrazek, miał umieć wszystkie komendy i być taki, jak Komisarz Rex albo Lassie. Średnio to wyszło, ale nie zamieniłabym na żadnego innego ;)


Pytania od Głuchego Psa:

1. Jak miał na imię Twój pierwszy pies? Napisz o nim parę zdań, wrzuć zdjęcie :)

  • Czika - skundlony pudełek. Średniego wzrostu, kudłata, czarna, temperamentna sunia. Byłysmy z siostrą jeszcze w podstawówce, kiedy mama przyniosła kudłatą kulkę do domu. Stoczyłyśmy niezłą "wojnę" z tatą, który był mega przeciwny posiadaniu psa. Skończyło się na tym, że to tata do niej gadał, wszędzie zabierał, a Czika poza nim świata nie widziała. Dożyła jakichś 21 lat. Zdjęcia tylko w formie analogowej plątają się w starych pudłach. Będę musiała przeszukać przy okazji pobytu u mamy.

2. Czy jest jakaś rasa, którą darzysz szczególnym uczuciem?

  • Bulle i Wilczaki

3. Jakie są Twoje inne zainteresowania, oprócz psów?

  • Sport, aktywny wypoczynek
  • Dobra książka i film

4. Jakie lubisz czytać książki? Oczywiście oprócz tych o psach :P

  • Jak wyżej :) Lubię. Aktualnie dopadłam "Success and Change" Mateusza Grzesiaka

5. Pies przyszłości – czy wg. Ciebie następuje zmiana postrzegania psa w oczach społeczeństwa, jaki powinien być wg. Ciebie status psa w rodzinie, społeczeństwie za 10-15 lat?

  • Status psa w społeczeństwie to temat rzeka. Na pewno status ten ulega zmianie. Jak będzie za 10-15 lat? Trudno powidzieć. Myślę, że wszystko idzie w dwóch kierunkach. Z jednej strony bardziej świadome społeczeństwo, pomoc psom bezdomnym itd. Z drugiej strony mam wrażenie, że coraz częściej pies staje się narzędziem do robienia pieniędzy, czy podnoszenia sobie statusu. I mam tu na myśli i pseudohodowle, ale również normalne hodowle (coraz więcej osób podejmuje się hodowli psów nie mając odpowiedniej wiedzy), walki psów... Posiadanie psa, bo pasuje do kanapy... Również wszelakie psie zawody, które są coraz bardziej popularne, a jednocześnie znajdują się sponsorzy, nagrody są coraz większe. I trochę mam wrażenie, że przestaje chodzić o pracę z psem, radochę z ruchu i zdrową rywalizację, a bardziej o prestiż i nagrody rzeczowe.

6. Czy kiedykolwiek w młodości chciałeś/ chciałaś zostać weterynarzem? (Ja miałam takie marzenie w wieku 8 lat, potem mi przeszło, stwierdziłam, że raczej się nie nadaję).

  • No pewnie ;) Do tej pory niektórzy śmieją się, że minęłam się z powołaniem ;)

7. Jakie działania w celu zapobiegania bezdomności psów, kotów uważasz za najbardziej cenne i efektywne?

  • Bycie domem tymczasowym.

8. Czy angażujesz się w pomoc bezdomniakom?

  • Tak. Od ogłaszania, po koordynowanie adopcji, wolontariat i bycie domem tymczasowym.

9. Czy masz pomysły na jakieś niespotykane dotąd w Polsce akcje dla bezdomnych zwierząt?

  • Swoich pomysłów nie mam. Podobała mi się akcja wystawiania kontenerów, gdzie każda wrzucona plastikowa butelka, to micha wody i karmy dla bezdomnego psa. 


10. Jaki byłby Twój idealny urlop z psem?

  • W górach. Wynajęty domek, gdzie nikomu psiaki nie przeszkadzają. Ogrodzona działka, taras z zapierającym dehc w piersiach widokiem na np Tatry. Codzienne wycieczki z psami po górach, a wieczorami wspólne wylegiwanie się przy kominku lub na tarasie. Takie tam normalne ;) Niestety często wycieczki po górach z czworonogami nie wszędzie są dozwolone.

11. Czego życzysz sobie i swojemu psu na najbliższe 2 lata?

  • Zdrowia. Mniej alergii u Sensi, zebrania kasy na operację kolan u Zary i kondycji dla ośmioletniego już Taurusa.
  • Więcej konsekwencji i systematyczności w pracy z psiakami. Tak, żeby Sensi zmądrzała i zaczęła słuchać, Zara ogarnęła się i znalazła w końcu ten jedyny dom. A Taurus, żeby przy tym wszystkim nie zgłupiał ;)

Uff, przebrnęłam przez pytania ;) 

Moje nominacje:
  1. Skąd wybór rasy/konkretnego psa?
  2. Co skłoniło Cię do prowadzenia bloga/fanpage o zwierzaku?
  3. Jaka była najbardziej mrożąca krew w żyłach historia z udziałem Twojego psa?
  4. Czy Twój pies spełnił Twoje oczekiwania?
  5. Pies przyszłości – czy wg. Ciebie następuje zmiana postrzegania psa w oczach społeczeństwa, jaki powinien być wg. Ciebie status psa w rodzinie, społeczeństwie za 10-15 lat?
  6. Czy masz pomysły na jakieś niespotykane dotąd w Polsce akcje dla bezdomnych zwierząt?
  7. Gdyby nie człowiekiem, to jakiej rasy psem byś był/była i dlaczego?
  8. Jak wyglądałoby Twoje życie bez psa? Co byłoby inczej/lepiej/gorzej/łatwiej/trudniej?
  9. Jakie metody pracy z psem preferujesz/stosujesz i jaki jest Wasz największy sukces?
  10. Twoje ulubiona miejsce na spacery z psem? Proszę o opis, fotki i mapkę :D
  11. Miejsce na improwizację :D Co byś chciał/chciała jeszcze Nam powiedzieć, a o co nikt nie pytał?
Powodzenia :P





2015-01-19

Kolana do wymiany!

Witajcie!

Jak to fajnie napisał Pies w Warszawie...

"SensiTheAmstuff ma tymczasowiczkę. Tymczasowiczka ma kolana. Niestety chore..."

I w zasadzie w tym zdaniu jest całe sedno.
 


"Nasza" Zara chodzi... no przecież, że tak! Ale jak się okazało, to chodzenie musi ją nieźle boleć.

Piszę na ten temat osobnego posta z kilku prostych powodów:
 - jest to przypadłość często spotykająca psy tej rasy i psy ras dużych i olbrzymich
 - osobiście nigdy nie miałam z takim przypadkiem do czynienia i miałam zero wiedzy na ten temat
 - wygląda na to, że kilku wetów po drodze miało problem z rozpoznaniem i dopiero miesiąc temu postawiono prawidłową diagnozę
 - dzięki informacji udostępnianej na wydarzeniu Zary znajoma postanowiła prześwietlić swojego psa i dzięki temu ten też został poprawnie zdiagnozowany (objawy były bardzo podobne i to ją pchnęło do wizyty u weta).

Zara kuśtykała na prawą nogę jeszcze w schronisku.
Potem kuśtykanie przeszło, za jakiś czas znów się pojawiło i tak w kółko. Niby nic bardzo niepokojącego. Pies staje na nogę, ale niepewnie. Problem pojawia się zazwyczaj po długim spacerze, bieganiu. Jeden dzień odpoczynku i problemu nie ma... Tak by się wydawało...

Po drodze kilka wizyt u weta z różnych innych powodów, ale zwrócona uwaga na problem. Pytania w stylu: "Czy to normalne, że ona ma taki "chudy" tył?". Informacja, że czasem kuleje i dziwnie się podnosi z siadu. Zalecenia - czasowo ograniczyć ruch i piguły na stawy.

Dopiero miesiąc temu, na kolejnym RTG postawiona została prawidłowa diagnoza - zerwane więzadła krzyżowe. Teraz już w obu kolanach. Prawe nadaje się do natychmiastowej operacji. Lewe jest w nieco lepszym stanie - było zdrowe, ale pies już od jakiegoś czasu odciążał prawą łapę i w ten sposób załatwił lewą.

A teraz poczytajcie sobie dokładnie pod TYM linkiem.

"Więzadło krzyżowe jest jednym z najważniejszych elementów stabilizujących wewnątrz stawu kolanowego.

Zerwanie więzadła krzyżowego przedniego jest jednym z najczęściej występujących czynników powodujących kulawiznę kończyny miednicznej, bólu i choroby zwyrodnieniowej kolana u psów.

Początkowo obserwować można:

  • problemy ze wstawaniem,
  • kłopoty z wskakiwaniem do samochodu
  • zmniejszenie poziomu aktywności
  • zanik mięśni
  • zmniejszenie zakresu ruchomości w stawie kolanowym
  • dźwięk klikania podczas chodzenia (objaw podwijania łąkotki)
  • obrzęk stawu kolanowego, szczególnie po stronie przyśrodkowej."
U Zary występują w tej chwili wszystkie objawy.

No więc zbieramy na nowe kolana. Idzie to na razie, jak krew z nosa niestety :( Mimo nagłaśniania sprawy na FB. Mimo zaangażowania zaprzyjaźnionych osób i blogów - wielkie podziękowania w tym miejscu dla tych, którzy u siebie już info udostępnili :)

Mamy dwie opcje:
  • tańsza - standardowy zabieg; cena ok 500-600zł za jedno kolano. Rehabilitacja po zabiegu 3-5 miesięcy. Operujemy najpierw jedną łapę, potem rehabilitacja i dopiero druga łapa. Pies musi bardzo ograniczyć ruch. W przypadku tej metody istnieje ryzyko odnowienia się kontuzji. Niestety moje rokowania są pesymistyczne. Znając Zarę i jej zachowanie na spacerze jestem prawie pewna, że przy którymś "wyskoku" do obcego psa będziemy mieć ten problem od nowa.
  • droższa - metoda TTA Rapid; cena ok. 3000zł za jedno kolano. Walczymy o obniżenie ceny i mamy obietnicę rabatu w związku z tym, że Zara jest psem szukającym domu. Próbujemy znaleźć inne alternatywy i lecznice (kwestia transportu jest dość istotna).  Ogromnymi zaletami tej metody są przede wszystkim: możliwośc operowania obu łap jednocześnie. Po ok. 2 miesiącach pies jest sprawny, chodzi o własnych siłach już po 14 dniach od zabiegu. Jest bardzo małe ryzyko odnowienia się kontuzji.

Marzy Nam się droższa metoda oczywiście. Pozwoliłaby wrócić z Zarą na szkolenie z posłuszeństwa i wznowić szukanie domu stałego. Oczywiście już nie wspominam o tym, że głowy spokojniejsze na spacerach a pies wraca w zasadzie do 100% sprawności.

Na razie nie mamy nawet na podstawowy zabieg!

Dlatego wszystkie osoby, które są w stanie wspomóc Nas finansowo proszę o wpłacanie środków na konto Stowarzyszenia Boksery Niczyje:

Stowarzyszenie Boksery Niczyje
Bank BGŻ 87203000451110000002747810

dla przelewów zagranicznych; 
Bank BGŻ 
SWIFT: GOPZPLPW 
PL 87203000451110000002747810

Z dopiskiem : "Dla Zary"

Będziemy ogromnie wdzięczni za każdą wpłatę, jak również za udostępnianie naszego apelu dalej.

Bieżące informacje na temat akcji znajdziecie na FB: Wydarzenie Zary

Pomóżmy Zarze biegać bez bólu!!!

video





2014-12-02

Życie z psem mordercą...

Witajcie.

Tak mnie ostatnio wzięło na refleksję... głównie z powodu Zary - naszej tymczasowiczki. Z powodu powracającej tęsknoty za Olimpem itd., itp.

"Psów morderców" przewinęło się przez dom kilka, z kilkoma się miało do czynienia mniej lub bardziej.

Olimp, Barry, Tyson, Odyn, Tequila, Zara... Każdy inny, każdy nauczył czego innego...
Olimp, Odyn i Tequila szczęśliwie znalazły domy. Barry, Tyson i Zara nie miały na razie szczęścia.

Od Olimpa wszystko się zaczęło...
Znaczy zaczęło się wszystko od Sensi oczywiście ;) Mój pierwszy, prywatny morderca ;)
Olimp był pierwszym tymczasem. Pięknym Red Nose'em, który niezaprzeczalnie budził respekt u każdego. Wielkie psisko o ogromnym serduchu, urodzony sportowiec.



Olimp jest psem posłusznym i stabilnym. Ale nie do końca różowo z nim było. Jest nieufny wobec obcych i nie toleruje psów oraz wybiórczo suki (z większością nie ma problemu, ale musi obwąchać najpierw). Był psem, którego wszyscy się bali, a chyba mieli do tego najmniej powodów.
Olimp znalazł dom we Wrocławiu.

Odyn był tylko kilka dni - młode psisko, które dało zdrowo popalić. W pobliżu suki był nie do opanowania. Chciał koniecznie przedłużyć gatunek i był w tym niezmiernie upierdliwy :)


Poprzedni właściciel nie bardzo wysilił sie, żeby czegoś go nauczyć. Był absorbujący, zabawny i pozytywnie nastawiony do ludzi. Z psami bywało różnie, ale uległe psiaki tolerował.
Odyn mieszka teraz nad morzem.


W tym samym czasie u Oli pojawiła się Tequila. Sunia odebrana właścicielowi. Też niezłe ziółko. Niby wszystko fajnie, ale tez nie dała sobie w kaszę dmuchać i kilkukrotnie zaliczyła spinkę z Sensi, Odynem czy Korbą od Oli.
Tequila mieszka w Bielsku albo Wiśle (nie jestem pewna).



Barry... ach Barry...
Pies zagadka od samego początku. Przyprowadzony do schronu przez właścicieli. Z alergią, podejrzeniem głuchoty, niczego nie nauczony. Udało się go wyciągnąć ze schronu w ostatniej chwili i umieścić w domu tymczasowym u Oli.
Doszedł chłopak do siebie, złapał sportowego bakcyla i z nieokiełznanego wariata Ola wyczarowała ogarniętego psiaka, który jest w stanie dogadać się z ludźmi i psami.
Barry przebywa w DT w Bytomiu.



Tyson - przypadek ciężki, ale nie beznadziejny.
Wyciągnięty z tego samego schronu, co Olimp. Oddany przez właścicieli z powodu agresji. Pies, którego zęby poczułam na własnej skórze. Pies, który nauczył mnie rozwagi i myślenia o własnym bezpieczeństwie. Nie litość i nie biedny piesek jest najważniejszy. Jeśli chcesz psu pomóc, najpierw musisz mieć pewność, że jesteś bezpieczny i wiesz co robisz. Nie tylko ze względu na siebie, ale również ze względu na psa! Przez Twoją lekkomyślność, to psu może stać się krzywda. Przez błędy człowieka, to pies może ponieść najwyższą karę.


Tyson przebywa w Jaworznie w hotelu, gdzie zmienił się w psa zrównoważonego, znającego swoje miejsce. Jest jednak psem, który wymaga ogromnej determinacji, wiedzy i konsekwencji w prowadzeniu.


Zara - błękitna zołza.
Miała być na chwilę, miała szybko znaleźć dom. Taki fajny pies przecież nie będzie czekać długo. Nie było z nią problemów. Z Sensi dogadała się od razu. Tylko bała się obcych ludzi i nowych sytuacji. Na 100% była kiedyś bita. W domu anioł. No więc, co jest nie tak? No pokazała rogi dopiero po jakimś czasie. W domu anioł, na spacerze diabeł.



Zara jest u mnie do tej pory (jakieś 7 miesięcy) i do tej pory sprawia problemy. Akceptuje psy, które zna. Tych obcych na spacerze nie toleruje. Potrafi atakować ludzi, rowery, wózki, ciężarówki itd. Wygląda na to,, że kompletnie nie zna życia w mieście. Jest kochaną przylepą, która "swoim" ludziom nie zrobi krzywdy, ale która potrzebuje twardego prowadzenia i konsekwencji.


Nie chcę się rozpisywać na temat historii każdego z psów, bo nie o to mi chodziło. Zainteresowanych zapraszam do poprzednich postów i na wydarzenia konkretnych psiaków,
Post to moje przemyślenia, odczucia, doświadczenia podparte MOIM doświadczeniem i tą znikomą wiedzą, którą nabyłam w różny sposób.

I powiem Wam tak... Czasami mam dość :)
No siada człowiek czasem i załamuje ręce, bo najnormalniej ma dość. No szarpiesz się z tym psem, chcesz mu pomóc, ale coś nie wychodzi. Ile ludzi, tyle opinii i dobrych rad...

Każdy z tych psów miał "problem" - tak to nazwijmy. Każdy wymagał indywidualnego podejścia. Każdy musiał być pilnowany i każdy miał swój charakterek uparty. Ale też każdy z nich jest do opanowania. Nie jest mordercą! Każdy z nich został w jakiś sposób skrzywdzony, zaniedbany przez człowieka.

Zastanów się sto razy, zanim weżmiesz bulla!!! Nie ważne, czy z hodowli, czy ze schroniska...
OMG zastanów się sto razy zanim wogóle weźmiesz psa ;)

Zastanów sie dla dobra swojego i psa.
Nie poradzisz sobie z psim uporem, inteligencją i energią bulla i co wtedy?! Schron? A kto potem weźmie psa mordercę - bo niestety większość ludzi tak na nie patrzy!? No i nie daj Boże niech nie toleruje psów albo kotów...

Czego nauczyły mnie bulle:
 - rozwagi - najpierw myśl, potem rób. I jak już raz robisz, to rób zawsze tak samo.
 - konsekwencji - (nad tym pracuję cały czas) Nie znaczy nie; Reguły i granice, to podstawa w przypadku bulli (i nie tylko bulli).
 - cierpliwości - oj przy uporze tej rasy cierpliwość bardzo wskazana.
 - godzenia się z własnymi porażkami - nie zawsze wychodzi, mimo najszczerszych chęci
 - nie poddawania się i szukania dobrej drogi - jeśli nie wychodzi, to najprawdopodobniej to człowiek robi coś źle (nie potrafisz pokazać psu, czego oczekujesz).
 - radości z małych sukcesów - spokojne jedzenie z michy w obecności innego psa, czy pierwszy spacer bez ataku na cokolwiek to niesamowite uczucie.

Sporo możnaby jeszcze wymienić, sporo powiedzieć na temat bulli (i psów wogóle). Każdy pies może być problemowy (ten z hodowli też). Pies po przejściach może wydawać się przypadkiem beznadziejnym, ale być nim nie musi. MUSI natomiast trafić na TEGO człowieka. Tego, który nie odpuści za pierwszym razem.

Jak wygląda życie z psem problemowym/agresywnym/nadpobudliwym/strachliwym?
Czasami wygląda ciężko. Najczęściej przyprawione jest rozgoryczeniem, żmudną pracą, powolnymi postępami. Niejednokrotnie sprawdza się zasada: dwa kroki w przód, trzy w tył. Trzeba się przyzwyczaić do nieprzychylnych komentarzy i karcących spojrzeń oraz totalnego niezrozumienia. Trzeba zaakceptowac fakt, że Twoje metody nie zawsze są słuszne i czasem trzeba je zmienić, zmienić swoje przyzwyczajenia, plan dnia, priorytety, wakacyjne plany.

Oczywiście nie każdy pies tych ras sprawia problemy. Tak, jak nie każdy labrador jest psem idealnym i psią przytulanką. Wydaje mi się jednak, że w przypadku bulli należy naprawdę zwrócić uwagę na pewne aspekty. Rasy te są już tak bardzo piętnowane, że nie potrzebne są dodatkowe czynniki wpływające na negatywne postrzeganie bulli.

Czy warto?
Dla mnie odpowiedź jest jasna. Przede wszystkim jasne dla mnie jest, że skoro podejmuję sie opieki nad psem (nawet tymczasowej), to robię wszystko, żeby zapewnić psu odpowiednie warunki i nie ma opcji wycofania się. Dopóki jest możliwość pracy, zmiany podejścia i wykorzystania kolejnych możliwości, to warto próbować.
Psi spokój, oddanie i postępy w zachowaniu są największą nagrodą.

Dlatego mimo wszystko mam nadzieję, że Zara i Tyson znajdą SWOICH ludzi. Ludzi, którzy będą potrafili dać tym psiakom to, czego potrzebują.
Barry, ze względy na stan zdrowia, najprawdopodobniej zostanie już w DT do końca.


Jakie problemy mieliście ze swoimi psiakami?
Jakie rzeczy/postępy cieszyły Was najbardziej?
Jakie swoje "patenty" macie na różne dziwne psie zachowania?